You are hereBlogi

Blogi

strict warning: Declaration of views_plugin_style_default::options() should be compatible with views_object::options() in /www/modules/views/plugins/views_plugin_style_default.inc on line 24.

Żyć i umrzeć w Harranie

   Nazywam się Robert Jerzy Szmidt, w dzień stukam zawzięcie w klawiaturę, nocami zaś porzucam uwierający mnie kostium gryzipiórka i staję się bezwzględnym łowcą zombie. Nie mnie oceniać, czy jestem w tym dobry – choć kilka razy (gdy miałem więcej czasu), udało mi się osiągnąć szczyty światowych rankingów i wejść do pierwszych dziesiątek graczy: np. w Dead Nation – ale na pewno mam prawo ocenić pracę tych, którzy dostarczają mi mięcha do porąbania i rozrywki.

Coś się kończy, ale czy coś się zaczyna?

   Ten dzień musiał kiedyś nastąpić. Jedno mogę tylko powiedzieć - każda miniona dekada, od czasów schyłkowej komuny, oferowała polskim autorom dwa-trzy lata względnej prosperity. Tworząc SF (a potem przekształcając go w SFFH) liczyłem, że uda mi się pociągnąć maksymalnie cztery lata. Okazało się jednak, że pismo przetrwało aż jedenaście lat, będąc jedynym chyba, nie anglojęzycznym magazynem literackim, w którym można było przeczytać niemal wyłącznie prozę własną, nie importowaną. Wszystko co piękne musi się jednak skończyć (brzydkie ponoć też).

Alea iACTA est - reaktywacja

    Wyraziłem swoją opinię o ACTA, krótko i dosadnie. Mimo, że jestem osobą chronioną przez tego typu umowy (podobno, nigdy bowiem nie doświadczyłem łask z tym związanych) uważam, że obecnie forsowany system uszczelniania wszystkich luk w prawie autorskim jest nie tylko błędny, ale i szkodliwy. Nie wgłębiając się w szczegóły, bo te poruszano już setki razy w sieci i poza nią, napiszę tylko jedno: próbując zawłaszczyć jak największy kawałek torcika, korporację zadławią kulturę i co może ważniejsze, naukę.

Na pohybel Majom

   Koniec roku. A następny 2012. Znaczy się ostatni. Według Majów, a raczej ich kalendarza. IMHO każdy kalendarz kiedyś się kończy. A rzeczeni Majowie jakoś nawet nie dociągnęli do kresu stworzonej przez siebie rachuby dni, co raczej źle świadczy o ich zdolności przewidywania przyszłości. Ale co mi tam, to już… hm… dwudziesty któryś koniec świata, który dane mi będzie przeżyć. Ostatni trwał od maja do listopada, czy jakoś tak.

Nieostatni lot Nocnego Kowboja

   To jest polecanka, pierwsza z cyklu. Od lat namawiałem recenzentów publikujących na łamach „Science Fiction”, a potem „SFFH”, żeby pisali o książkach godnych polecenia, bo  jaki jest sens w tworzeniu sążnistych artykułów o tandecie, skoro wystarczy jedno zdanie by ją zgnoić? Także na moim blogu mam zamiar trzymać się tej zasady. Znajdziecie tu recenzje albo omówienia dzieł – przede wszystkim książek, ale też filmów czy gier komputerowych – po które moim zdaniem warto sięgnąć. Bez podziękowań dla wydawców za podarowanie darmowego egzemplarza. Zatem do dzieła...

The Word for World is Forrest

   Chciałbym poświęcić niniejszy wpis Człowiekowi, który dla fantastyki, tej szeroko rozumianej, zrobił więcej niż ktokolwiek inny.
   Forrest J Ackerman to właściwie legenda, nie człowiek. Można zaryzykować twierdzenie, że bez jego wkładu dzisiejsza fantastyka miałaby zupełnie inne oblicze, kto wie, czy nie o wiele skromniejsze.
   Urodzony w 1916 roku Forrest, wtedy jeszcze J z kropką, Ackerman współtworzył podwaliny tego, co dzisiaj potocznie zwane jest „fandomem”. Współtworzył je niezwykle aktywnie, mało kto wie, że to właśnie jemu zawdzięczamy powstanie znanego dzisiaj na całym świecie skrótu sci-fi, którym od lat określany jest gatunek literacki, i nie tylko, który tak lubicie. Ale nie tylko z takich rzeczy słynął wujek Forry, nawiasem mówiąc - pierwszy zdobywca nagrody Hugo w kategorii #1 Fan Personality. 
 

Bazgrząc po e-papierze

   Bardzo długo przymierzałem się do napisania tego tekstu. Część z was - zwłaszcza użytkownicy forum SFFH - z pewnością pamięta rozmowy na temat e-wydania pisma i moje opory przed tą formą rozpowszechniania. Wtedy uważałem, że jest jeszcze za wcześnie na pójście w Sieć. Dzisiaj... cóż, dzisiaj nadal nie mam pewności; chociaż pozbyłem się kilku obaw, które powstrzymywały mnie przed tą zupełnie nową formą dystrybucji (teraz, kiedy nie jestem właścicielem pisma, znacznie łatwiej podejmować mi ten temat), nie wyzbyłem się wątpliwości do końca. Ale nie o nich chciałem pisać, wręcz przeciwnie. Poniższy wpis traktował będzie o przyszłości e-papieru.

Mam plan!

   Data wydania mojego drugiego zbioru opowiadań jest już bardzo bliska, czas więc napisać kilka słów na temat tekstów, które powinny pojawić się w najbliższej i nieco dalszej przyszłości.

Lśnienie Księżyca

   Teorie spiskowe. Kto ich nie zna? Kto ich nie zgłębia z wypiekami na twarzy? Coś przecież musi być na rzeczy, skoro wszyscy zaprzeczają... Niektóre tajemnice znajdują wyjaśnienie bądź potwierdzenie dopiero po latach. Weźmy na przykład zamach na Kennedy’ego – czy po filmie Zaprudera ktoś jeszcze uwierzy w wersję oficjalną? Ale teorie spiskowe mają także drugie oblicze. Często absurdalne i nieobliczalne. W tej kategorii mieści się  sprawa czarnej wołgi, porwań ludzi przez UFO albo upozorowanej śmierci Elvisa Presleya.

Za garść dolarów

   Do napisania tego tekstu skłoniła mnie pewna dyskusja na temat prawdziwości prezentowanego na Sieci filmiku. Widzimy przejście dla pieszych, po którym przebiega mężczyzna cudem tylko unikający wypadku. Na moje oko jest to czysty kit, zmontowany przez kogoś i opublikowany dla jaj albo z chęci zaistnienia. Zdaniem innych dyskutantów - prawdziwe zdjęcia z ulicznej kamery, bo przecież tak wiele serwisów nie mogło nabrać się na zwykłą sztuczkę. Trudno dyskutować w tym przypadku – odnalezienie oryginalnego nagrania graniczy bowiem z cudem - ale znalazłem inny przykład, o wiele bardziej jaskrawy, który zilustruje wyżej wymieniony problem i odpowie na pytanie: czy naprawdę możemy wierzyć w to, co podają nawet solidne serwisy.

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Polecam

obrazek
obrazek
obrazek

Galeria